Prace nadesłane zaznaczone są kolorem

Prawdziwa historia Twierdzy

Wstęp

Żyjemy w trudnych czasach. Dziś, gdy jestem umierający, historia i dawne prawa umierają wraz ze mną. Nie jest mi łatwo prowadzić rękę po papierze, a mój wierny skryba, który tak bardzo by mi się teraz przydał, zmarł dawno, broniąc mnie przed odziałem zbrojnych bandytów, gdy wracaliśmy z północy Anglii po pokonaniu ostatniego z ciemięzców naszego kraju. Dziś wszystko jest dla mnie, wasala królewskiego potężnej Anglii, łatwe do zrozumienia, gdyż wiele przeżyłem i o wielu rzeczach mógłbym powiedzieć. Jedyne, czego się boję, jest myśl, że pamięć o mnie zaginie, że ludzie zapomną o bojach toczonych na tych ziemiach i że wielkie czyny, które się tu dokonały, odejdą w zapomnienie i przekłamanie. Teraz spisuję wszystkie fakty, by nie dopuścić do zniekształcenia historii oraz by honor dawnych królów przetrwał. Cześć Brytanii! Cześć wolności! Oto prawdziwa historia walki o władzę i despotyzm, a także o odzyskanie wolności i prawe rządy...

Akt pierwszy - Upadłe królestwo.

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Król, chcąc skorzystać z dogodnej sytuacji politycznej wyruszył na podbicie ziem barbarzyńców, mieszkających za morzami. Niestety, za jego plecami zawiązał się Pakt Czterech, spisek, który miał doprowadzić do podzielenia kraju na cztery części pomiędzy rządnych władzy zdrajców. Kiedy dotarła wieść, że król został pojmany, czterej zdrajcy wprowadzili w życie swój nikczemny plan. Prawie cały kraj uległ zmowie. Działo się to przez wolę poszerzenia swych terytoriów, chciwość, a także lęk przed armiami sprzymierzonych Lordów, którzy dowodzili rozbiorem. Jedynie trzej Panowie zachowali neutralność, przez co uchronili swe ziemie przed udziałem w niegodziwym spisku. Wśród rojalistów, stając na czele organizacji, znalazł się mój ojciec, który wciąż wierny królowi postanowił przemówić innym Lordom do rozsądku. Gdy byliśmy w drodze na rokowania z Diukiem Beauregardem na naszą kompanię napadli zbrojni wybijając całą obronę i stając w szranki z moim ojcem. Ja sam, poraniony i zdezorientowany , wraz z grupą wiernych ludzi, zdołałem ukryć się w głuszy leśnej. Zdążyłem zobaczyć tylko, jak ojciec staje do walki z dowódcą zbrojnych broniąc nasz odwrót, a zza zakrętu nadjeżdża konnica w żółte i czarne barwy. Straciłem ich z oczu. Musieliśmy uciekać. To był ostatni raz, jak zobaczyłem swego ojca.

Następnego dnia założyliśmy obóz. Nikt nie potrafił mi odpowiedzieć, co się stało z moim ojcem. O zmierzchu podszedłem pod namiot ocalałych dowódców grupy rojalistów, Lorda Woolsacka i Lorda Longarma, gdzie toczyła się kłótliwa dyskusja o tym, co czynić dalej. Wieczorem lord Woolsack podszedł do mnie i powiedział, że mianuje mnie dowódcą oddziału, który ma zebrać potrzebne surowce i ludzi, którzy będą potrzebni do uruchomienia wielkiej machiny rewolucji. Zostałem więc wysłany na wschód półwyspu, na którym znajdował się nasz obóz, na ziemie neutralne (a była to na najdalej wysunięta na południowy-zachód część kraju). Od tego momentu rozpoczęła się moja wielka przygoda...

Początki były nader żmudne. Mieliśmy mało ludzi, zapasy miały się na ukończeniu, a nie posiadaliśmy nawet żadnego pewnego schronienia. Zgodnie z zaleceniami lorda Woolsacka udałem się dzień drogi na wschód. Ponieważ była to moja pierwsza poważna wyprawa, towarzyszył mi do pewnego momentu lord Longarm. Nasza grupa liczyła niespełna dwa tuziny. Dostaliśmy niezbędne narzędzia – siekiery, kliny, dwie piły, sprzęt myśliwski oraz liny – a wszystko to na niewielkim wozie. Wóz zresztą też potem rozebraliśmy na części... Kiedy tylko dotarliśmy w odpowiednie miejsce, zaczęła się ćma. O tej porze roku, ze zmrokiem szybko nadchodzi mgła, więc mięliśmy mało czasu, by postawić jakieś schronienie. Przy ognisku doczekaliśmy poranka.

O jutrzence wszyscy wzięliśmy się do roboty. Skoro świt rozdaliśmy zajęcia, każdy wiedział, jaki ma cel. Pół tuzina ludzi wyznaczyliśmy na myśliwych, dwóch na zbieraczy, a reszta zajęła się karczowaniem drzew otaczających polanę. Musieliśmy zebrać dużo desek, by móc potem postawić niewielki gród. Oblał nas blady strach, gdy pod wieczór usłyszeliśmy wilki. Okazało się, że w pobliżu polują dwie konkurencyjne watahy. Znaleźliśmy się więc pośrodku walki o terytorium dzikich zwierząt. Mogliśmy obronić się tylko przez prewencyjne rozpalanie ognisk. Poszło na to mnóstwo drwa, które uzbieraliśmy przez dzień. Czuwaliśmy na zmianę przez całą noc.

Nazajutrz nastąpił zwrot akcji. Okazało się bowiem, że polujące wilki przegoniły liczną zwierzynę, która zapędziła się w okolice naszego obozu! Los się do nas uśmiechnął. Nastąpiła zmiana planów. Rozstawiliśmy więcej stanowisk i dorobiliśmy na szybko sprzętu, tak że byliśmy w stanie wystawić trzy piątki myśliwych. Planem było takie rozstawienie polujących, by zwierzynę otoczyć i zamknąć w kręgu myśliwych. Cała grupa była bardzo zdeterminowana, ponieważ zapasy się kończyły i mieliśmy już coraz mniej czasu. Longarm co prawda nie wyznaczył nam konkretnego terminu, ale wiedzieliśmy, że nasza praca nie może trwać w nieskończoność. Liczył się czas.

Dzięki skutecznemu planu łowieckiemu, zapełniliśmy nasz spichlerz po brzegi świeżą dziczyzną. Było ówczas sucho i nie zanosiło się na deszcz, więc zaprawianie mięsa na drogę (i na zapasy, rzecz jasna) odbywało się sprawnie. Podczas gdy część naszych wciąż uzupełniała zapasy pożywienia, ja skierowałem większość ludzi do wyrębu lasu. Pracowaliśmy kilka dni, do czasu gdy desek było wystarczająco wiele, by postawić małą siedzibę. Byliśmy gotowi do drogi powrotnej.

Pod koniec, gdy grupa się zebrała, ogłosiłem, że mamy pół dnia wolnego. Po kilku dniach ciężkiej pracy było to błogosławieństwo dla moich ludzi (Woolsack i Longarm pochwalili mnie później za tę decyzję zwracając mi uwagę, że znacznie podniosła ona morale ludzi). Z pobliskiego strumienia nabraliśmy wody na drogę, a jeden z naszych, który znał się bardzo dobrze na zielarstwie, uzbierał korzonki i miętę, która służyła nam później zarówno do naparów jak i do przyprawienia mięsa.

Zebraliśmy się do drogi bardzo wczesnym rankiem, by uniknąć upałów. Podróż przebiegła bez problemów, a ja zawarłem bliższą przyjaźń ze sługą królewskiego dworu, który to miał się stać od tej pory moim osobistym doradcą i skrybą.

Po całodziennej podróży dotarliśmy do naszych dowódców. Tam polecono zwiadowcom, by wyruszyli na zbadanie okolicy. Szukaliśmy miejsca na zbudowanie pierwszego małego grodu. Jeszcze tego samego dnia jeden ze zwiadowców wróciwszy powiedział, że nieopodal jest opuszczone grodzisko. Stwierdził, że jest "w nienajgorszym stanie". Wyruszyłem zatem z całą kompanią, zabierając ze sobą przezornie dobra, któreśmy wypracowali przed kilkoma dniami. Jedynie zastanawiał mnie brak wilków, które tak dały nam się we znaki kilka dni wcześniej. Najwyraźniej obie grupy przegoniły się wzajemnie. Modliłem się tylko obyśmy nie spotkali ich w przyszłości...

by Al Ganonim

Reklama

Premiery

  • Pudełko Stronghold Crusader 2
    Polska premiera:
    23 Wrzesień 2014
    Premiera światowa:
    23 Wrzesień 2014
  • Pudełko Stronghold Kingdoms
    Polski świat:
    5 Kwiecień 2013
    Premiera światowa:
    17 Październik 2012
  • Pudełko Stronghold 3
    Polska premiera:
    25 Październik 2011
    Premiera światowa:
    25 Październik 2011
  • Pudełko Stronghold Crusader Extreme
    Polska premiera:
    19 Wrzesień 2008
    Premiera światowa:
    28 Maj 2008
  • Pudełko Stronghold Legends
    Polska premiera:
    15 Grudzień 2006
    Premiera światowa:
    24 Październik 2006
  • Pudełko Stronghold 2
    Polska premiera:
    8 Marzec 2006
    Premiera światowa:
    19 Kwiecień 2005
  • Pudełko Stronghold Crusader
    Polska premiera:
    18 Październik 2003
    Premiera światowa:
    24 Wrzesień 2002
  • Pudełko Stronghold
    Polska premiera:
    1 Grudnia 2001
    Premiera światowa:
    18 Październik 2001
W górę!

2001-2017 © stronghold.net.pl

Na stronie stronghold.net.pl wykorzystujemy ciasteczka. Jeśli jeszcze nie masz dość tego typu komunikatów, więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies. zamknij